airplane
cloud1 cloud2 cloud3 cloud4 cloud5 cloud6 cloud7

Pojechałam do Rzymu…

O moim wyjeździe do Rzymu wiedziałam już od kilku miesięcy. A zaczęło się tak: „Marta, chciałabyś pojechać do Rzymu jako delegat diecezji lubelskiej po odbiór symboli ŚDM?” – zapytał któregoś dnia nasz diecezjalny koordynator ŚDM – x. Adam Bab. „Czy chciałabym? Co to w ogóle za pytanie?” – pomyślałam. „Oczywiście, że chcę! Ale ja? Naprawdę JA mogę jechać?” – pytałam z niedowierzaniem. Dla wolontariusza ŚDM to ogromne wyróżnienie, dla mnie osobiście – zarówno zaszczyt, jak i spełnienie jednego z moich marzeń. Nie przesłyszałam się. Zostałam wybrana (wraz z dwoma innymi koleżankami: Różą i Magdą) do reprezentowania archidiecezji lubelskiej w Rzymie podczas uroczystego przekazania symboli ŚDM przez młodych Brazylijczyków – nam Polakom. Miało się to odbyć w Niedzielę Palmową na Placu Świętego Piotra podczas liturgii sprawowanej przez papieża Franciszka. Możecie sobie wyobrazić moją niepohamowaną radość. Ja? W Rzymie? Na Placu Św. Piotra? Z papieżem Franciszkiem? Myśli niedowierzania przepełniały moją głowę. Trochę to trwało nim dotarło do mnie, że pojadę do Rzymu. Postanowione. Pozostało odliczanie dni do wyjazdu.

I stało się. 9 kwietnia rozpoczęło się moje pielgrzymowanie po krzyż. Ropoczęliśmy Mszą Świętą o godzinie 4.00. Walcząc z opadającymi powiekami powierzyliśmy naszą wyprawę Bogu. Jeszcze tylko błogosławieństwo i „Bożą przygodę” czas zacząć.

„Cyrenejczycy” wystartowali.

I w tym miejscu Pan Bóg przytował dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. Czy to możliwe, żeby za jednym razem spełniły się dwa marzenia? Spośród delegacji składającej się z ponad 100 osób wyłoniono w drodze losowania grupę 25 wolontariuszy, którzy mieli przejąć krzyż od Brazylijczyków. Znaleźć się w gronie „wybranych” – marzenie! Nie miałam złudzeń, że będę na tej liście. Pomyślałam: „Boże, obdarzyłeś mnie łaską uczestnictwa w tym pielgrzymowaniu. To tak wiele.” Nie śmiałam prosić o więcej.

1511380_849045021778526_4523212369882218872_n (1)

Lista szczęśliwców została odczytana w autokarze. Monika Zubowicz, Angelo Dąbrowski, Monika Ziółko, …, Marta Styrkowiec… „Co? Nie, nie, to niemożliwe!” – pomyślałam. Lista została przeczytana raz jeszcze. Znów usłyszałam swoje nazwisko. Nie przesłyszałam się, w czym utwierdziły mnie gratulacje koleżanki Róży. Co za radość! Głęboka, wewnętrzna radość, której nie wyrażą żadne słowa. A w moim sercu ogromna wdzięczność: Dzięki Ci Panie!

Po 14 godzinach spędzonych w autokarze dotarliśmy do Włoch. Pierwszy przystanek – Tarvisio. Typowo włos makaron oraz kilkugodzinny nocleg w hotelu dla naładowania baterii na kolejne godziny podróżowania autokarem do miejsca docelowego – do Rzymu. Po zdecydowanie ubogim (w porównaniu z polskim) śniadaniu ruszamy dalej. Boże prowadź nas!ka kolacja

 

Wreszcie jesteśmy! Miejsce zakwaterowania – Dom Polski (via Cassia) prowadzony przez polskie siostry sercanki, które przyjęły nas z otwartymi ramionami, otoczyły opieką. Pierwsza Msza Święta na włoskiej ziemi w domu podarowanym papieżowi Polakowi przez Polonię z całego świata. Oddajemy Bogu pierwsze trudy naszego pielgrzymowania. Wyrażamy wdzięczność za bezpiecznie dotarcie do Rzymu i Jego nieustanną opiekę podczas podróży. Po Eucharystii kolacja – już typowo polska. Siostry bezbłędnie przewidziały nasze potrzeby. Po kolacji pierwsza próba przed piątkowym spotkaniem z delegatami międzynarodowymi. „Cyrenejczycy” w imieniu całego polskiego narodu, a przede wszyskim w imieniu polskiego Kościoła wzięli na swoje barki nie lada wyzwanie. Nasza misja – zaprezentowanienie naszego kraju połączone z zaproszeniem na Światowe Dni Młodzieży w 2016r. Stąd też pojawił się w moim sercu niepokój: Czy damy radę? Czy sprostamy oczekiwaniom?

Piątek – nasza chwila prawdy. Czy występ spodoba się delegatom międzynarodowym? Przygotowaliśmy dla nich niespodziankę. Z Polski przywieźliśmy ze sobą przepiękne stroje ludowe i szlacheckie. Ostatnia próba generalna. Czas na przebranie się i makijaż. Jeszcze kilka minut… . To był nasz czas! Gotowi? Zaczynamy! I zaczęło się. Około 50 par wystrojonych w niecodzienne kreacje ruszyło w rytmie poloneza na plac, gdzie zgromadzili się zagraniczni delegaci. Pod przewodnictwem Lajkonika, z uśmiechami na twarzach zrealizowaliśmy przygotowany układ. Występ przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Grono delegatów było zachwycone. Oklaski, okrzyki uznania, telefony/aparaty w dłoniach, gesty podziwu… .  I na koniec element zaskoczenia. Młodzi Polacy rozbiegają się po placu. Proszą do tańca delegatów. Polonez trwa! Gdy zabawa dobiegła końca przyszedł czas na poznanie gości, rozmowy, wspólne zdjęcia, wymianę kontaktów i zaproszenia do naszych diecezji. Niezapomniany wieczór! Zaskakujący – zarówno dla międzynarodowych delegatów jak i dla nas samych. Pozytywne zmęczenie, satysfakcja i niegasnąca radość, a w głębi serca jedno wyznanie: Dzięki Ci Panie!

883732_717619558288220_6285916092751307342_oNadszedł kolejny dzień „wędrówki po krzyż”. Sobota. Przedsmak tego, co miało wydarzyć się w niedzielę. Próba generalna przyjęcia symboli ŚDM. Nigdy przypuszczałam, że nieoficjalnej próbie może towarzyszyć tyle emocji. Skąd te emocje? Może dlatego, że po raz pierwszy stanęłam na Placu Św. Piotra. Żeby tego było mało – weszliśmy za barierki – obszar dostępny nielicznym, tak zwanym VIPom. Usiedliśmy na miejscu przygotowanym dla kardynałów i biskupów – na czerwonych krzesełkach. Mało? Spacerowaliśmy swobodnie po ołtarzu, pstrykaliśmy zdjęcia, obserwowaliśmy z bliska pracę ludzi przygotowujących plac na nadchodzące święto. W mojej głowie znów niedowierzanie: „Naprawdę tutaj jestem!” A w sercu wciąż niezmienne wołanie: Dzięki Ci Panie! Pomyślicie pewnie, że jestem strasznym niedowiarkiem. Zakładam, że będąc na moim miejscu doświadczylibyście tego samego.

Niedziela. Kulminacyjny punkt naszego wspólnego pielgrzymowania. Przejęcie symboli ŚDM. Rozpoczynamy od wczesnej pobudki i wspólnego śniadania w Domu Polskim. I wyruszamy. Kierunek – Plac Św. Piotra. Kto rano wstaje… Tak, tak – było warto! Ujrzeć Bazylikę Św. Piotra skąpaną w promieniach wschodzącego słońca – bezcenne. Na placu od samego rana gromadzą się wierni. Wśród nich grupa naszych delegatów. Dzielimy się na dwa zespoły. Jeden (a w nim ja) zmierza na przygotowane miejsca pod ołtarzem. Drugi – to tzw. „nosiciele” palm – uczestnicy procesji z palmami otwierającej uroczystość Niedzieli Palmowej. Dla nich przygotowano inne miejsca. Jeszcze tylko godzina oczekiwania na otwarcie bramek. Wejściówki przygotowane, trzymane kurczowo blisko ciała, aby zapobiec ich zagubieniu. Wreszcie wchodzimy! Każdy dostaje do ręki palmę i zajmuje swoje miejsce. Tuż pod ołtarzem. Dziś emocje są nieco inne, głębsze. To nie próba – to ten dzień! Dzień, którego wszyscy wyczekiwaliśmy z utęsknieniem. Rozpoczyna się najważniejsza część naszej „przygody”. Tłum wiernych trzymających w rękach palmy wypełnia jaśniejący w słońcu plac. Zza pleców dobiegają głosy. Obserwuję jakieś poruszenie. Czy to już? Tak! To już! Zaczyna się! Grupa zebranych pod ołtarzem wiernych gromadzi się blisko barierek. To stamtdą wyruszy papamobile z papieżem Franciszkiem. My też chcemy go zobaczyć! Zajmujemy miejsce przy barierkach. Jeszcze kilka minut…Jest!!! Widzę go! Papież Franciszek w głębokim skupieniu wjeżdża na plac. Nie uśmiecha się, nie podnosi głowy. Swoją postawą świadczy o powadze dzisiejszego święta. Z drugiej strony na plac wkracza procesja. Widzę „naszych”! Wyglądają niesamowicie w biało-czerwonych koszulkach! To jest ich czas!

Przepiękna uroczystość dobiega końca, co oznacza, że teraz nasza kolej. Brazylijczycy biorą Krzyż na swoje ramiona. Za krzyżem podąża Ikona Matki Bożej. Wychodzimy na środek. Następuje uroczyste przekazanie symboli ŚDM. Tłum wiwatuje! Radość, ogromna radość przepełnia nasze serca! W oczach niejednych kręci się łza…

To jeszcze nie koniec. Papież Franciszek udziela błogosławieństwa i spokojnym krokiem zmierza w kierunku kardynałów i biskupów. Wita się z nimi, błogosławi. Czy papież pobogosławi i nam? „Papa Francesco!” – wykrzykują Brazylijczycy przywołując Ojca Świętego do siebie. Papież nie pozostaje obojętny na ich wołanie. Postać w białej szacie znika w tłumie młodych. Obserwuję wymianę uścisków, uśmiechów między młodymi i papieżem. I ta radość, spontaniczna i niepohamowana! Czy papież przyjdzie również do nas stojących po drugiej stronie placu. Z tłumu wydobywa się głos jednego z naszych księży: „Tylko od was zależy czy Franciszek do nas przyjdzie!” Nie czekając ani chwili, z nadzieją w sercu, ile sił w płucach, wołamy: „Papa Francesco! Papa Francesco!…” Ojciec Święty wsiada do papamobile. „Nie, nie! Jeszcze nie! Ojcze Święty, czekamy tutaj na Ciebie!” – rozpaczliwe wołanie przenika nasze serca. Samochód z papieżem powoli zmierza w kierunku placu. Próbujemy jeszcze raz! „Ven aqui!” („Chodź tutaj!”) – krzyczą młodzi Polacy. „Ven aqui!” – wsmaga się wołanie. Tak! Udało się! Zatrzymaliśmy Franciszka! Papamobile zatrzymuje się. Ojciec Święty wysiada i kieruje się w naszą stronę. Nie kryjemy wzruszenia! Łzy radości spływają po policzkach. Papież zostaje otoczony przez biało-czerwonych. Ściskają się, robią zdjęcia, wymieniają pozdrowienia! „Ojcze Święty, jeszcze ja! Zaczekaj!” – błagalny głos wypełnia moje serce. Mi się nie udało. Tłum był zbyt silny. Szybko pojawiło się rozczarowanie, bliżej nie określona zazdrość. Jednak tak szybko jak się pojawiła, tak szybko została rozwiana przez jedną mocno przemawiającą myśl: „Stoję w tym miejcu. Bóg obdarzył mnie przeogromną łaską. Spełnił moje marzenia. Skąd zatem w moim sercu zazdrość? Nie mam do niej prawa. Widocznie inni potrzebowali tego spotkania bardziej niż ja.” I zaczynam szczerze cieszyć się radością tych, którym się udało. A serce przepełnia wciąż to samo wołanie: Dzięki Ci Panie!

Ojciec Święty Franciszek żegna się z naszą delegacją. Podąża na Plac Św. Piotra. Tam też na niego czekają. A my? My rozpoczynamy RABAN! Wokół symboli gromadzą się wszyscy biało-czerwoni. Śpiewamy. Uwielbiamy Boga i dziękujemy za ten święty czas. Towarzyszy nam niegasnąca radość. Dostrzega nas tłum. Pozdrawia, robi zdjęcia. Niektórzy włączają się do radosnego uwielbienia. I nagle wszyscy spontanicznie odwracamy się w stronę Krzyża. Uklękamy. Zapada cisza. Każdy z nas kieruje osobistą modlitwę do Najwyższego.

Raban trwa do momentu opuszczenia placu przez Franciszka. Później jeszcze uroczysta procesja z symbolami poza bramy. Znaki zabezpieczone. Rozpoczęła się ich podróż do naszej ojczyzny. Do zobaczenia na polskiej ziemi!

I to wszystko? Mogłoby się wydawać, że tak. Ale nie dla „Cyrenejczyków”. Nasza pielgrzymka nie kończy się w tym miejscu. Ona dopiero się zaczyna! Przyjęcie Krzyża i Ikony nie było dla nas tylko symbolem. My przyjmujemy krzyż naprawdę. Bierzemy na swoje barki trud związany z przygotowaniem Światowych Dni Młodzieży oraz osobiste krzyże naszej codzienności.

 

A Ty? Pomożesz nam? Nie bądź obojętny! Dołącz do grona „Cyrenejczyków” Jezusa Chrystusa! Buduj z nami dzieło Światowych Dni Młodzieży!

 

 Autor: Marta Styrkowiec

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *